Dla ochłody lody

Bycie blogerem kulinarnym to coś więcej niż robienie zdjęć każdej kawie czy kanapce. Zamiłowanie do gotowania i poszukiwania nowych smaków to pasja, która rodzi się wewnątrz, kiełkuje, dojrzewa a blog to nic innego jak chęć dzielenia się udanymi eksperymentami z innymi, ale (przynajmniej dla mnie) to obieranie coraz to nowych ścieżek i odnajdywanie swojej kulinarnej drogi. Pewnie dlatego każdy wyjazd w nowe miejsce to dla mnie dobra okazja by poczuć nowe smaki i zapachy, a moje szafki zapełniają się przeróżnymi pamiątkami z kolejnych wojaży. I nie jest to para nowych butów czy sukienka w groszki. Nie znajdziesz w mojej walizce również jedwabnych szali. Znajdziesz za to lokalne produkty - oliwę, suszoną wędlinę, czekoladę, zioła, przyprawy ale także stalowe sitko, silikonową szpatułkę, kuchenną rękawicę czy słoiki na przetwory. Każdą przeprowadzkę w nowe miejsca traktuję jak jeden wielki eksperyment kuchenny. Próbuję, smakuję i jeśli jakiś produkt skradnie moje serce znajdę każdy sposób by nie zabrakło go w mojej kuchni.
Tak było z wędzoną solą Maldon.
Sól Maldon jest produkowana właśnie w miejscowości Maldon, położonej nad ujściem rzeki Blackwater w hrabstwie Essex. To co mnie skusiło do zakupu pierwszego pudełka, to lokalność produktu (producentem i dystrybutorem soli jest firma rodzinna, która jej wytwarzaniem zajmuje się od ponad 130 lat) oraz sposób produkcji, który oparty jest wyłącznie na tradycyjnych metodach.
Ale to co podoba mi się w soli Maldon najbardziej to jej struktura i smak. W pudełku znajdziemy delikatne płatki, które z łatwością można pokruszyć w dłoni. Płatki, które nie są intensywnie słone, dlatego nie zdominują potrawy a pomogą wydobyć z niej to co najlepsze.
Ja zakochałam się od pierwszego wejrzenia w soli wędzonej (smoked sea salt) i jeśli mam jej większy zapas dodaję ją prawie do wszystkiego. Do ziemniaków zapiekanych z parmezanem, do pieczonej ryby, warzywnego bulionu, mocno czekoladowego ciasta... Ta sól jest wspaniała. Pachnie dymem opalanego drewna, szeleści jak suche liście pod stopami i marzę by posypać nią wyjętego z ogniska ziemniaka.
A ostatnio okazało się, że szczypta takiej soli to wspaniały kompan śmietankowych lodów, które wzbogacone zostały oliwą z oliwek. A jak wiadomo, najlepsza pora na jedzenie domowych lodów jest wtedy, gdy świat pokryty jest przez bajeczny biały puch.
Eksperymentujcie, bo życie jest zbyt krótkie a smacznych produktów i przepisów jest tak wiele!
I z całego serca polecam eksperymentowanie w grupie.
Basiu,
Moni :*
LODY Z WĘDZONĄ SOLĄ I Z OLIWĄ Z OLIWEK
400ml pełnotłustego mleka
150ml śmietanki 48%
150g cukru (lub 100g ksylitolu)
6 zółtek
120ml oliwy z oliwek
2 szczypty wędzonej soli
skórka otarta z 1 cytryny
sok wyciśnięty z 1/2 cytryny
Mleko, śmietankę i cukier podgrzewamy w rondlu aż do momentu wrzenia. Studzimy przez 2 minuty.
Żółtka jajek ubijamy mikserem, aż będą białe.
Ubite żółtka zalewamy gorącym mlekiem ze śmietanką i cukrem nie przerywając ubijania. Przelewamy połączone składniki do rondla i podgrzewamy na małym ogniu (ciągle mieszając!) tak długo, aż powstanie nam gęsty krem - custard.
Gotowy custard studzimy.
Następnie dodajemy do niego oliwę z oliwek oraz sól. Masa powinna mieć dosyć wyraźny akcent oliwy wykończony smakiem wędzonej soli.
Masę przekładamy do pojemnika i wkładamy do lodówki na minimum 8 godzin. Po tym czasie przekładamy ją do maszynki do lodów lub do zamrażalnika.
Wstawione do zamrażalnika mieszamy bardzo dokładnie mikserem lub blenderem cztery razy w odstępie 1 godziny.
Bon Appétit!
lubię ten Maldon ,ale lody z nim , wow Ewelina
ReplyDeletea jaka fotka ,ach
(p.s żółtka gdzieś się zapodziały)
dla ochłody, kobieto! za oknem zamieć! ;)
ReplyDeleteP.S.
loty lodami, ale deska jaka piękna
Ta sól... boska!
ReplyDeleteŚwietne są te lody. Mam na nie chęć, szkoda,że za daleko mieszkacie ode mnie ;).
ŚciskaM:*
Ja bardzo lubię dodawać oliwę do lodów. Mam wtedy namiastkę śmietany;)
ReplyDeleteTo byłam ja - ta różowa ciastka od kwiatków:)
Pierwszą wędzoną sól Maldon kupowałam z Tobą:)Jest najlepszą solą jaką znam:)
ReplyDeleteA lody? Nawet nie jestem w stanie wyobrazić sobie ich smaku..., ale robienie ich z Basią i żonia juz tak:)
U mnie także dziś lody. Lody kawowe, wreszcie poznałam przepis ideał. :) Znikły tak szybko, że z pewnością je powtórzę i zamieszczę na blogu.
ReplyDeleteTeż tak mam, że z podróży przywożę nowinki jedzeniowe. Zgadzam się z Twoim tekstem bardzo, ale to bardzo.
Pozdrawiam
Ania
ja tez uwazam ze Maldon4ever! a lody - pelen szacun ;) mam nadzieje, ze troche przywieziesz haha!
ReplyDeleteNie ma weny i trzaska stronę A4 o soli.. Ech, Polcia :)))
ReplyDeleteAle przede wszystkim - wielkie wielkie dzięki po raz ie wiem który za uświadomienie mi że istnieje coś tak genialnego jak sól Maldon Ewelinka! Za wygrzebanie tego pomysłu i za wspólne kręcenie lodów jeszcze bardziej :**
Chciałabym takie przepisy czytać częściej na blogach kulinarnych - szczere, proste i konsekwentne. A skoro mam w szafce słoiczek z wędzoną solą to chyba też jutro chcę Twoje lody, a co mi tam! :)
ReplyDeletegdzieś takie lody widziałam tz czytałam o nich:) wyglądają ciekawie a już najbardziej intryguje sól z oliwą :)
ReplyDeleteTo musi być wspaniałe połączenie, nie spocznę póki nie spróbuję :)
ReplyDeletenie jadłam jeszcze solonych lodów, a brzmią niezwykle intrygująco :) pozdrawiam :)
ReplyDeleteSól podobno wzmacnia smak, prawda? Jednak solone lody... brzmią dla mnie jak coś nie do przejścia... :) jak mięso z owocem... to nie dla mnie :)
ReplyDeleteBardzo ciekawe połączenie;) Muszę wypróbować tą sól, bo mnie zachęciłaś;)
ReplyDeleteMoment, moment - czy ja jestem niedowidzaca, czy Ty Polcia zrobilas "nowe" zdjecia? :)))
ReplyDeleteBede Cie cytowac: "Bycie blogerem kulinarnym to coś więcej niż robienie zdjęć każdej kawie czy kanapce." mam w kolekcji kilka tekstow i powiem Ci ze one nam stawiaja wysooko poprzeczke...
Dzieki Ewelinka za lodow wspolne robienie, a przed wszystkim dzieki za sol :**
Ewelina, Ty jestes boska: "Zostaw komentarz i zaskocz mnie!" :*
ReplyDeleteWędzona sól jezcze do odkrycia przede mną, nie próbowalam, ale kusi niezmiernie. Widzę Pola, że zrobiłaś, tzn. zamówiłaś logo - ładne bardzo, sama nad tym dumam od jakiegoś czasu, nawet zachęcona logotypem Karoliny ze Zmysłów też myuślałam o tej samej Logotwórczyni :) Ale na razie się lenię.
ReplyDeleteJaki świetny opis...takie rzeczy chce się czytać :) Czuje się Twoją pasję do gotowania! Lody z solą i oliwą brzmią bardzo odważnie. Od tych wszystkich zdjęć robię się głodna...dobrze, że chłopak właśnie kończy gotować obiad :D
ReplyDeleteTego się nie spodziewałam- lody z oliwa z oliwek? Bardzo ciekawe :)
ReplyDeleteTak, ja też wolę przywieźć ze sobą coś do kuchni, niż do garderoby.
ReplyDeleteZ solą z Maldon jeszcze nie było mi po drodze, choć ciekawi bardzo. Póki co (i za sprawą BARF-a też) przerzuciłam się na himalajską.
Ściskam